Designated Survivor okazał się być dla mnie niebezpiecznym serialem. Oglądam kilka odcinków na raz. Robię przerwy tylko kiedy muszę. Poprzednim serialem, który doprowadził mnie do takiego stanu był (oj, i będzie jak tylko ostatni sezon się pojawi) Game of Thrones.

Co takiego jest w tym serialu? Sam się nadal zastanawiam w krótkich przerwach pomiędzy odcinkami. I wiecie co? Nadal nie wiem. I prawdopodobnie nadal nie będę wiedział na końcu tego artykułu. Ale mam ochotę o tym serialu napisać polecając go tym, którzy go jeszcze nie obejrzeli.

Dobrze prowadzona historia

I tu mówimy o dwóch poziomach. W każdym odcinku jest zawarta krótka, zamknięta co najmniej jedna historia.  Same w sobie są dość ciekawe ale najciekawsze są te prowadzone poprzez wiele odcinków. I tu mówimy o intrygach rozłożonych nawet na cały sezon. I te historie są bardzo wciągające. Dopracowane i posypane szczyptą (nie jedną) przyprawy “chcę wiedzieć co dalej!”. To jest pewnie jedna z przyczyn mojego nieprzerwanego oglądania Designated Survivor.

Ciekawe postacie

Oczywiście czas poświęcony głównej postaci jest znaczny ale nie zapomniano o postaciach drugoplanowych. Świetnie nakreślone. Świetnie odegrane. Można powiedzieć, że każda w swym fragmencie jest w pełni indywidualna i te wszystkie fragmenty pokrywają ogromne spektrum charakteru człowieka. Różnorodność.

Wracając do głównej roli. Kiefer Sutherland się odnalazł w tej roli. Mam wrażenie, że facet zmiękł na stare lata i właśnie bardziej miękkie role (nie znaczy, że płytkie) bardziej mu pasują. Jest w nich “prawdziwy”.

Amerykańska propaganda

Pewnie jesteście w szoku, że podkreślam te dość częste zjawisko w produkcjach amerykańskich. Cóż, doceniam, że w tym serialu nie jest nachalna. Wręcz uzupełnia obraz. Bo to przecież film o trudach zwykłego człowieka, który ma swoje wady i marzenia na stanowisku prezydenta USA.

Skala mikro i makro

Tu małe spoilery. Film wyciąga do nas rękę i prowadzi po różnej skali problemów. Kto rozbił wazę w Białym Domu? Kto zamordował większość śmietanki politycznej USA? Kto chce wywołać wojnę w dalekim zakątku świata? Dzięki temu nie męczymy się. Nie nudzimy się. Warto też napisać, że zbytnio nie oddalamy się od wspomnianych przeze mnie wątków prowadzonych przez wiele odcinków.

Designated Survivor czy House of Cards?

Designated Survivor jest bardziej cukierkowy. Miałem wrażenie, że ten film jest zamówiony przez Biały Dom by móc skutecznie odpowiedzieć na ten mroczny obraz polityki amerykańskiej ukazanej w House of Cards.

To są seriale traktujące o tym samym a jednak z zupełnie innej perspektywy a przez to jeden i drugi obraz są obrazami niepełnymi a wręcz fałszywymi. W jednym i drugim wykastrowanym serialu czegoś brakuje. Balansu. Różnica jest taka, że szansy na wyrównanie w House of Cards już nie ma to w Designated Survivor jeszcze widzę. Z niecierpliwością czekam na kolejny sezon.

Designated Survivor czyli Kryminalne zagadki

Nie wiem dlaczego (bo są dziesiątki innych podobnych seriali) ale akurat Kryminalne Zagadki przypomina mi Designated Survivor. Sposób podania, konstrukcja, wpleciona sztucznie wysoka moralność i splecione wątki. Nie jest w sumie ważne co skopiowali i z jakiego serialu. Ważne, że te danie jest strawne.